So my final high school exam's results were publicised. Polish and English satisfy me with ease, History is just fantastic (84%, which is the biggest score in whole class and I didn't put any effort in it

), Biology is quite good with 63% and... well... I failed Chemistry with 23% resault. But world didn't stop and crash. It's no use crying over spilt milk. Ok, maybe I will not go on (to?) university, but there are also other schools above high school and they are also giving you a digree of pharmacist. And they take two, not five years, focused only on pharmacy and nothing else (who the hell needs philosophy, when he wants to be a pharmacist?!). My mother accepted this solution with ease. I wish my father could...
Tomorrow I'm going to Gdynia, where this years Tall Ships' Race starts and in which I'm sailing on s/y "Gwarek". If someone want postcard from ports I will visit, give your adress. But be fast - you have time till midnight of London time.***
No i wreszcie nastapił sądny dzień ogłoszenia wyników maturalnych. Jeśli powiem, że moje przewidywania się sprawdziły, to nie skłamię. Polski i angielski są mi i tak obojętne, więc wszystko gra. Z historii nastrugałem 84%, czyli więcej, niż ktokolwiek z klasy

A przecież w ogóle się nie uczyłem, że o fakcie, że oni mieli fakultet z historii, a ja czasem na niego zajrzałem, nie wspomnę

Z biologii 63%, więc mogło być lepiej, ale przecież nie jest też źle. W normie

No i chemia... 23%, oblane. To by było raczej na tyle jeśli chodzi o farmację w Sosnowcu. Ale świat się nie zawalił, płakać też nie wypada. Nie powiem, wtopa na całej linii, ale cholera, przecież nie wezmę i nie palnę sobie w głowę z tego powodu... Tym bardziej, że szkoła policealna w Chorzowie nie wymaga matury z chemii. A też dają papierek. Co z tego, że technika, a nie magistra. To nadal farmaceuta. Ja nie mam aspiracji, żeby prowadzić aptekę albo od razu całą sieć. W pełni zadowoli mnie takie rozwiązanie. Byle wiedzieć co, jak i ile

W domu nikt mi głowy nie ukręcił, choć wielce prawdopodobne, że tylko dlatego, że ojciec się rozchorował. Co uwalnia ciąg przyczynowo-skutkowy powodujący, że nie mam transportu do Gdyni, gdyż odpadają plany rodzinnej eskapady, brak połączenia PKS, a PKP szaleje. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że uda mi się jutro dostać bilet na pociąg, a potem mogę siedzieć nawet w przejściu. Byle dojechać. I tyle...

Z wieści parafialnych będzie jeszcze tylko jedno - jutro, w jeszcze bliżej nieokreślony sposób, jadę do Gdynii i mam zaokrętowanie.
Odpływam w rejs i najprędzej w domu pojawie się 20 lipca, co oznacza, że ogólnodostepny będę dnia nastepnego.
Jeśli ktoś chce kartkę i nie jest Luną, która swojego adresu nie podała, ale kartkę i tak dostanie przez Lav, której adres już mam, to pisać, byle szybko, bo o 1 schodzę z kompa i już nie odbiorę.Luna, mimo wszystko -

--
b'o
--
I\'m here.
--
The dream was always running ahead of me. To catch up, to live for a moment in unison with it, that was the miracle. (Anais Nin)
Thanks for the watch!
--
know about it
--
You see, in this world there's two kinds of people, my friend: Those with loaded guns and those who dig. You dig.
---------
A way to 100.000 views [link]
Previous Page12345...Next Page